Szkolenie metodą „parf orce” stosowane było powszechnie w ubiegłych wiekach, do czasu ogłoszenia i rozpowszechnienia teorii Pawłowa. W tych czasach przedstawiano psychikę psa bardzo różnie, przeważnie jednak w opaczny sposób. Psychologię psa porównywano do sposobu myślenia człowieka i stąd wynikały różne przykre, szczególnie dla psa, nieporozumienia, Konsekwencją takiego sposobu myślenia było niezwykle ostre i brutalne traktowanie psa. Metoda „par force” polega na szkoleniu, a właściwie tresowaniu psa, poprzez stosowanie bezwzględnych środków przymusu, wzbudzanie strachu, zmuszanie biciem do wykonania jakichś czynności przy użyciu brutalnej siły i głodzenia. Zakazy i nakazy wymuszano batem. Stosowano nawet coś w rodzaju tortur, np. bolesne skręcanie ucha. Pies przy stosowaniu takich metod był zastraszony, przerażony, przytłoczony wolą swojego pana. Wychowawca wymuszał autorytet groźbą i bezwzględnością. Pies trzymany był w pomieszczeniu zamkniętym, wypuszczany i mający kontakt ze swoim panem jedynie w czasie przeprowadzania założonych ćwiczeń. Pies twardy, o silnym charakterze i zdrowym systemie nerwowym, mimo drastycznych metod tresury, potrafił przystosować się do tak trudnych warunków życia. Nic nie rozumiejąc, niejako automatycznie reagował i wykonywał rozkazy swego pana. Instynkt stadny i prawa rządzące stadem, które przejął po swoich dzikich przodkach, zmuszały go do podporządkowania się silniejszemu przewodnikowi stada, za jakiego uznawał swego wychowawcę.

Jednakże ten sam instynkt stada podsuwał psu możliwość i konieczność walki o zwierzchnictwo w stadzie, a więc walki ze swoim panem. Pies twardy, silny, którego wychowawca nie zdołał złamać swoim postępowaniem, przyczajał się, oczekiwał odpowiedniego momentu i gwałtownie, bezlitośnie atakował. Natomiast psy o słabym systemie nerwowym załamywały się i nie nadawały się do polowania. Takie psy eliminowano z hodowli uśmiercając je.

Przy takiej metodzie szkolenia człowiek i pies nie czuli do siebie sympatii, człowiek traktował psa jako narzędzie do polowania, pies w stosunku do człowieka odczuwał przede wszystkim lęk. Psa z wychowawca łączyły instynkt stadny, pokarm, który otrzymywał, i pasja myśliwska, która nawet przy takiej tresurze nie znikała. Wyuczone rozkazy pies wykonywał bez zaangażowania, bez radości, automatycznie, pod presją strachu. Brak bliskiego kontaktu z człowiekiem, z różnymi sytuacjami życiowymi, nie sprzyjał umysłowemu rozwojowi psa, co nie przeszkadzało w cyrkowym wykonywaniu poleceń. Psy, które wytrzymały metodę „par force”, niejednokrotnie doskonale pracowały. W polu łatwojepoznaćpozautomatyzowanymzachowamu;ichuwagaskupiona jest przede wszystkim na swoim przewodniku, na jego gestach i sygnałach. Rozkazy wykonywane są bez zwłoki, precyzyjnie, lecz bez radości i własnej inicjatywy.
Obecnie również można spotkać psy szkolone ta metodą. Szkolą tak często zawodowi menerzy, którym zależy na możliwie szybkim wyszkoleniu psa lub kilku psów jednocześnie.